Sztuka zauważania | Coaching Wrocław | akademiaprzemiany.pl

Sztuka zauważania

Medytacja

Po dłuższej nieobecności związanej z podróżowaniem po dalekiej Azji, powracam z nową porcją inspiracji. Tym razem coś w klimacie dalekiego wschodu, czyli o „po prostu zauważaniu”.
Temat „po prostu zauważania” pojawia się we wszelkich technikach medytacji. Począwszy od medytacji wywodzących się z buddyzmu, poprzez jogę, popularną ostatnimi czas, „uważność” (z ang. mindfulness), aż po techniki opisywane w takich książkach jak „Poskramianie swojego gremlina” Ricka Carsona. Sztuka ta, niczym „święty Graal”, ma być rzekomo lekarstwem na wszelkie choroby tego świata i podobnie jak o „święty Graal” wydaje się być kompletnie niedostępna dla przeciętnego zjadacza chleba. Dużo się o niej pisze i mówi, ale jednocześnie pozostaje wiele niedopowiedzeń, a i jak się okazuje, z tego co słyszę, budzi też pewne obawy. Świetną metaforą jest tu opowieść o młodym mnichu buddyjskim, który pyta swojego mistrza – „Mistrzu jak mogę osiągnąć Zen?”. Mistrz patrzy na swojego ucznia, uśmiecha się i odpowiada – „Wystarczy, że będziesz po prostu praktykował Zen”. Uczeń, czuje się niezrozumiany i zignorowany, ale po wielu latach sam kiedyś jest nauczycielem i odpowiada swojemu uczniowi dokładnie w ten sam sposób, bo wtedy sam już rozumie głębię tej prawdy.
Przypowieść ta, o ile bardzo prawdziwa, zdaje się jednak być mało pociągającą opcją dla żyjącego w obecnych czasach Europejczyka, w świecie w którym jest jeszcze więcej pośpiechu, człowiek jeszcze bardziej pozostawiony jest sobie sam, a problemy zdają się mnożyć z prędkością światła. Co więcej ludzie w czasach powszechnej dostępności kredytów i kart kredytowych, jeszcze bardziej nastawieni są na to by dostać coś już teraz, w tej chwili, a nie czekać na nie wiadomo co i nie wiadomo jak długo.
Jako, że ja sam, nie czuję się jeszcze jak mistrz Zen, przybliżę temat trochę z perspektywy ucznia, który rozmawia z drugim uczniem, pozostając pełnym nadziei, że zachęci to Was do praktykowania tej tajemnej sztuki.

Czym jest „po prostu zauważanie?”

Każdy z nas ma pewne nieuświadomione nawyki. Obserwując siebie, jak również otwierając się na krytykę otoczenia jesteśmy w stanie zauważyć, że te nawyki tworzą pewne powtarzalne wzorce zachowań. Część z nas pewnie żyje w przekonaniu, że wszystko jest kontekstowe, i jak coś robię w pracy, to tego nie ma w relacji z bliską nam osobą albo vice versa. W moim przekonaniu jest to niezgodne z prawdą. Jeżeli coś jest naszym nawykowym zachowaniem, będzie się przejawiało w różnych kontekstach, różnica polega tylko na tym, że w pewnych kontekstach dajemy sobie na to przyzwolenie, a w innych nie i w związku z tym mniej jesteśmy otwarci na to by to zauważać.
Gdy mówię o otwieraniu się na krytykę, mówię o czymś zupełnie innym niż zgadzanie się z tym co ktoś nam zarzuca. Nie mówię tu nawet o tym by przyglądać się treści krytycznej, zwykle pełnej emocji wypowiedzi. Chodzi raczej o to by zauważyć w wyniku jakich naszych zachowań pojawiła się owa krytyka. Często asertywne zapytanie – „a tak konkretnie to co ja takiego zrobiłem?” albo „a w jaki sposób ja to zrobiłem?” może nam to uświadomić.
Otwarcie się na krytykę to również powiedzenie „przepraszam” i znów, nie oznacza to, że jesteśmy czemuś winni albo że cokolwiek planujemy z tym zrobić. To oznacza między innymi zrezygnowanie z postawy – „nic nie zrobiłem, to nie mam cię za co przepraszać”. Przepraszając otwieramy się na słowa drugiej osoby. Kiedy czujemy się winni, wtedy bronimy się przed nimi. Aby zacząć zauważać potrzebujemy być otwarci. Krótko mówiąc stwierdzenie „przepraszam za to i tamto, ale moją intencją było tamto i siamto” jest właśnie tym o co chodzi. Co więcej powiedzenie „przepraszam, nie zamierzałem Cię urazić, ale następnym razem i tak zrobię tak samo” jest również formą otwarcia się na drugą osobę i krokiem w kierunku „po prostu zauważania”. Dzieje się tak, ponieważ w naszej podświadomości zamiast informacji o wyparciu, która jest efektem lęków i obaw, że nie jesteśmy okey, pojawia się przestrzeń na reakcję bardziej świadomą. W efekcie czego następnym razem, gdy zdarza się kolejna taka sytuacja jesteśmy w stanie zauważyć, to co zrobiliśmy zanim jeszcze pojawi się reakcja z drugiej strony, a co za tym idzie, możemy zrobić z tym coś nim ta reakcja się pojawi , czyli nasza reakcja będzie bardziej świadoma i pełna mocy, a nie obaw. Pozostając otwarci na to co się dzieje, po jakimś czasie będziemy pewne rzeczy zauważali zanim je jeszcze zrobimy, w związku z czym decyzja o tym, jakie zachowanie wybieramy i czy będzie to, to samo zachowanie, czy jakieś inne, będzie należała w pełni do nas i przestanie być reakcją automatyczną.
W tym momencie pragnę rozwiać kilka wątpliwości. Po pierwsze, nie ulegajmy iluzji, że kolejny raz nie popełnimy tego samego błędu. To bardzo niebezpieczna iluzja, która niesie za sobą pewne konsekwencje. Jedną z nich jest to, że biczujemy się za to, że znów popełniliśmy ten sam błąd. Inną, że zniechęcamy się do trwania w swoim postanowieniu, bo widać „tacy właśnie jesteśmy”. Prawda jest taka, że ani tacy nie jesteśmy, ani nie ma powodów do biczowania się, co najwyżej jest powód by po raz kolejny powiedzieć „przepraszam” i wytrwać przy swoim postanowieniu.
Po drugie, nie ulegajmy iluzji, że zawsze zauważymy albo zauważymy od razu. Bywa, że nie zauważymy, albo zauważymy następnego dnia. Co więcej, zauważenie czegoś, nawet po tygodniu albo w wyniku czyjejś krytyki, jest powodem do zadowolenia, bo zauważyliśmy, a to znaczy, że pierwszy krok jest już za nami. Następnym razem zauważymy szybciej. Warunkiem jednak jest właśnie owo wspomniane zadowolenie z tego, że coś przyjęliśmy z zewnątrz albo zauważyliśmy po czasie. Tylko wtedy, gdy będziemy z tego zadowoleni nasza umiejętność zauważania będzie miała szansę się rozwijać, w przeciwnym wypadku zostanie zablokowana przez naszą podświadomość i utożsamiona ze źródłem bólu i cierpienia.
To tylko początek drogi, ale każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. W swoim wywodzie posłużyłem się przykładem, gdy praktyka zauważania jest wynikiem krytyki zewnętrznej. Równie dobrze, może to jednak być wynik własnej wewnętrznej krytyki, a informacja z zewnątrz może być zainicjowana przez nas, poprzez pracę z coachem, albo poprzez zaproszenie kogoś, komu ufamy do informowania nas o czymś, gdy to zauważy.
Życzę dobrej zabawy.