Siłowanki z rzeczywistością | Coaching Wrocław | akademiaprzemiany.pl

Siłowanki z rzeczywistością

Po dłuższej nieobecności powracamy z kolejną inspiracją. Tym razem trochę o naszej tendencji do dążenia do tego, by świat był perfekcyjny i taki jak chcemy, czyli krótko mówiąc do zmieniania go.
Potrzeba dostosowywania rzeczywistości do swoich potrzeb jest w człowieku od zawsze. Odkąd zaczęto spisywać historię świata, człowiek coś zmieniał w swoim otoczeniu, najpierw zaorał ziemię i posiał zboże, potem zawracał rzeki by te nawadniały jego pola, następnie wymyślił koło żeby móc transportować plony swojej pracy i wreszcie zaprzągł do wozu konie by ciągnęły za niego wóz z ziarnem. Można powiedzieć, że w pewnym sensie zostaliśmy wychowani w kulturze zmiany. Każdy z nas czuje więc potrzebę zmieniania i dostosowywania świata do siebie. Rzecz w tym, że nie każdy znajduje dla siebie przestrzeń do zmieniania świata i nie każdy akceptuje fakt, że da się go dostosować do naszych potrzeb tylko w określonym, bardzo ograniczonym zakresie. Wie to z pewnością każdy, kto kiedykolwiek zakładał trawnik i ku swemu zaskoczeniu odkrył, że ów "jego własny" kawałek ziemi, ma też innych lokatorów, np. kreta.
Kret to bystre zwierzę i jedynym sposobem by go pokonać to zaprzyjaźnić się z nim i zaakceptować jego istnienie. Każda inna opcja może zakończyć się wysoce zaawansowaną formą nerwicy. Kret w ogródku to coś wspaniałego. Pomaga zrozumieć potęgę wszechświata i to, jak niewielki wpływ na jego losy ma człowiek.
Ci, którzy nie mogą doświadczyć zbawiennego wpływu kreta na ich życie, stosują te same nieskuteczne strategie w stosunku do innych ludzi.
Przyjrzyjmy się jak wygląda klasyczny przypadek walki z kretem. Najpierw w przypływie sympatii dla żyjącego pod ziemią zwierzaka, próbują go przepłoszyć. Kret w końcu jest pod ochroną prawa, podobnie zresztą jak życie człowieka. Kolejnym krokiem jest próba utrudnienia i zatrucia mu życia. Kret, podobnie zresztą jak człowiek, to bystre zwierze i szybko się na tego typu zabiegi uodparnia, rewanżując się jeszcze większą ilością kretowisk. Czasami udaje się nam odnieść nawet pozorny sukces, bo kret może na jakiś czas zniknąć, ale potem i tak pojawi się z powrotem albo kolejny zajmie tunele po poprzedniku.
W sumie to wcale nie planowałem pisać o krecie, ale kret jest wspaniałą metaforą do tego jak często postępujemy względem drugiego człowieka, gdy coś chcemy zmienić w jego zachowaniu. Najpierw delikatnie zwracamy uwagę, potem nasza złość narasta, aż w pewnym momencie jesteśmy na etapie, gdy najchętniej zesłalibyśmy na niego wszelkie zarazy tego świata. Miałem okazję poznać osoby, które wciąż czują urazę do pani od fizyki z podstawówki, pomimo swoich 30 lat i świadomości, że pani od fizyki nie stanowi już zagrożenia dla ich życia. Część z nas stosuje również strategię uciekania od źródła naszej frustracji i unikania kontaktów z osobą, która robi rzeczy, które nas irytują. Na koniec dnia jednak absolutnie nie rozwiązuje to naszego problemu, bo podobnie jak z kretami, wcześniej czy później spotkamy kolejną osobę, która będzie robić to samo.
Siłowanie się z rzeczywistością nie ma więc większego sensu, bo być może uda nam się zmienić jedną osobę, drugą, ale całego świata nie zmienimy. W praktyce to, że uda się zmienić tą pierwszą osobę odbije się na nas w kontaktach z kolejnymi, z takimi, które będą potrafiły stawiać granice i nie będą się chciały dla nas zmieniać. Nasz umysł bardzo szybko sobie zracjonalizuje, że to że ktoś się dla nas zmienił to oznacza, że ktoś coś zrozumiał, a to z kolei oznacza, że coś było z nim nie tak i pułapka gotowa, bo zaczniemy tego oczekiwać od całego świata i postrzegać dane zachowanie za coś nagannego i wymagającego zmiany. I żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie mówię, żeby nie zmieniać, mówię żeby zmieniać przy okazji samych siebie. Można powiedzieć taki kompromis, który jest w naszym własnym interesie, i który polega na tym, że obie strony się zmieniają. Jedna przestaje robić rzeczy, które irytują drugą, a ta druga uczy się tolerancji dla danego zachowania.
Na zakończenie jeszcze przypomnę, że warto pamiętać o tym, iż dbanie o własne granice to co innego niż dostosowywanie innych do nas samych, a kluczem do wszystkiego jest to jak coś interpretujemy i jakie znaczenie temu nadajemy, bo czyż wymagająca pani od fizyki kiedykolwiek zagrażała naszemu życiu?