Wożenie się | Coaching Wrocław | akademiaprzemiany.pl

Wożenie się

Dziś pierwszy odcinek cyklu "jak skutecznie podłożyć sobie nogę", a w nim o tym jak przyjemnie jest nie brać odpowiedzialności - w życiu osobistym, w pracy i w coachingu.
Lubimy sobie przyjemnie za kimś podążać, ktoś wyznacza kierunek, my z uśmiechem akceptujemy i "idziemy do przodu", a przynajmniej tak nam się wydaje. Lubimy to, bo jak będzie coś nie tak, to przecież nie jest nasza wina, my po prostu "dostosowaliśmy się do grupy".
Dostosowanie się do grupy nie jest zresztą jedyną formą nie brania odpowiedzialności za to, co dzieje się w naszym życiu. Jedną z bardziej klasycznych wersji jest pozwolić, by znalazł się jakiś dzielny rycerz i bronił nas przed "oprawcą". Obrońca mówi to, co my myślimy i jak się czujemy kiedy "oprawca nas katuje". Lubimy takich dzielnych rycerzy, w "razie czego" zawsze możemy zrobić unik, zwalić odpowiedzialność na naszego "wybawcę" i wymigać się stwierdzeniem, że wcale tak nie myślimy. Zwykle jednak cicho akceptujemy aktywność "bohatera", niech zrobi za nas brudną robotę i pod żadnym pozorem mu nie przeszkadzamy. Jeszcze mogłoby wyjść na jaw, to co naprawdę myślimy, a to mogłoby okazać się "głupie" albo urazić naszego "wybawcę".

Obojętność jest królową zimną, nieczułą

Wcześniej czy później, "nasz wybawca" jako osoba "proaktywna" będzie oczekiwać również proaktywnej postawy od nas, a w przypadku jej braku okaże swoje niezadowolenie. Może też w inny sposób zażądać okazania "lojalności", a my jak to przystało na osobę bierną znów "podążymy" i zrobimy to, co chce.
Niby cały czas do przodu, tylko czy to wciąż jest nasza droga?

Obserwuj akademiaprzemiany.pl na Bloglovin