Kryzys męskości | Coaching Wrocław | akademiaprzemiany.pl

Kryzys męskości

Obserwując rynek czasopism, warsztatów i szkoleń poświęconych tematowi rozwoju osobistego, zaczynam odnosić wrażenie, że nadszedł oto czas, który określić możemy mianem "kryzysu męskości". Na każdym kroku trafiam na jakąś dyskusję w temacie, co mężczyzna powinien, jakie błędy popełnia, jak dotrzeć do współczesnej kobiety, jak to czasy się zmieniły, o tym jak bardzo kobiety są teraz niezależne, itp. Z drugiej strony, obserwując zaangażowanie w temat rozwoju osobistego, to spokojnie mogę powiedzieć, że jakieś 70-80% osób aktywnie zainteresowanych, to kobiety. Krótko mówiąc, z handlowego punktu widzenia jest jeszcze kawał tortu do odcięcia, a klientem docelowym w tej sytuacji jest rzecz jasna mężczyzna. Skoro tylko 30% mężczyzn inwestuje w siebie w taki sposób, to jest jeszcze przestrzeń żeby tą wartość podwoić albo i potroić. Pierwsza myśl, jaka przychodzi w takiej sytuacji do głowy to - stwórz problem, a potem sprzedaj rozwiązanie. Przyjrzyjmy się zatem jak to właściwie jest z tym kryzysem męskości.

Nie ma już prawdziwych facetów

Skoro kobiety tak mówią, to pewnie tak jest. Dorzucimy jeszcze kilka mitów zbudowanych na tym, że kobiety teraz mają wiele więcej możliwości zarobkowania i bycia niezależnymi i mamy obraz kryzysu jak się patrzy.
To prawda, że kobiety mają teraz więcej możliwości i potrafią sobie same w wielu sytuacjach dać radę. Osobiście znam takie, które miały te możliwości już 30 lat temu, i już 30 lat temu nikogo nie potrzebowały do wbicia gwoździa w ścianę. Zapewniam, to żadna sztuka.
Pytanie tylko, czy ta niezależność zmieniła cokolwiek w przekonaniach kobiet dotyczących inicjatywy w kontaktach z mężczyznami? Z mojego punktu widzenia niewiele.
Pomimo tego, że w życiu zawodowym kobieta jest aktywna, to jednak w relacjach z mężczyznami kobiety wciąż oczekują, że to on podejdzie, on weźmie numer, on umówi się z nią na spotkanie i w końcu pod pretekstem oglądania znaczków pocztowych zabierze ją do siebie na seks.
Kobiety, które inicjują kontakty z mężczyznami i są w stanie zrobić "całą robotę" za mężczyznę, wciąż należą do mniejszości. Wciąż w kobietach wiele przekonań i obaw typu: "a co on o mnie pomyśli" i "nie chcę wyjść na łatwą".
Nie specjalnie da się zauważyć korelację pomiędzy wzrostem statusu kobiety, a jej sukcesami na tzw. rynku towarzysko-matrymonialnym. Śmiem twierdzić, że często bywa wręcz odwrotnie, a powodów takiego stanu rzeczy jest wiele.
Mężczyźni bardzo często czują się gorsi od kobiet, które odniosły w życiu sukcesu i są niezależne. Żyją w przekonaniu, że nic nie są w stanie im zaoferować, gdy rzeczywistość jest taka, że mają im bardzo wiele do zaoferowania, przede wszystkim swoje własne towarzystwo i to że w ogóle do nich podejdą i okażą zainteresowanie.
Kobiety nauczone w życiu codziennym i w pracy kierowania swoim własnym życiem, nie potrafią się odnaleźć w sytuacji, w której mężczyzna prowadzi. Pomimo tego, że to właśnie od mężczyzny oczekują w takiej sytuacji inicjatywy, to jest w nich gdzieś ta pokusa by nim pokierować w procesie podrywania jej.
Wygląda to trochę tak, jakby kobieta siedząc na miejscu kierowcy chciała żeby mężczyzna usiadł na miejscu pasażera i odpalił silnik samochodu.
Odradzam tego typu eksperymenty, za to zachęcam do wybrania się na lekcje tańca. To dobre miejsce by nauczyć się jak dać się prowadzić i przy okazji doświadczyć, że nasza niezależność nie jest zagrożona przez to, że mężczyzna prowadzi, i że to może być bezpieczne i przyjemne.

Ślepy, ślepego prowadzi

Ostatnio miałem okazję słyszeć jak pewna kobieta z dumą opowiadał, o tym jak to jej syn przyszedł właśnie do niej, a nie do jej męża, po radę o tym jak ma poznawać kobiety.
Zapytana o to, co mu na to odpowiedziała, z zadowoleniem dodała, że doradziła najlepiej jak tylko potrafiła.
Gorzej było, przy kolejnym pytaniu - a ile kobiet Pani poderwała w swoim życiu?
No żadnej - brzmiała odpowiedź.
To czemu doradza Pani w temacie, na którym się Pani nie zna? Zamiast wysłać go od razu do męża, który zdaje się, ma w tym temacie, co najmniej jeden sukces?
I tak ślepy, ślepego prowadzi. Zapewne gdzieś dojdą, ale kiedy i gdzie, to nie wiadomo.
Kobieta, wie jak zostać przyjaciółką drugiej kobiety, a to właśnie jest problem wielu mężczyzn - chcą być kochankami, a zostają przyjaciółkami.
Pytasz o radę? Zapytaj kogoś kto wie jak to robić i ma już na swoim koncie jakieś sukcesy. Przestań czuć się gorszy i być zazdrosny o te sukcesy, i zacznij się uczyć od najlepszych.
I dla odmiany, dawaj rady tylko w tematach, na których naprawdę się znasz i w których możesz pochwalić się doświadczeniem popartym kilkoma sukcesami. Daj sobie spokój z przekonaniem, że skoro jesteś kobietą, to wiesz najlepiej jak skutecznie zdobyć kobietę. No chyba, że masz w tym temacie jakieś doświadczenie.

Nieśmiałość

Już w "Seksmisji" stało, że mężczyźni nieśmiali są, czyli właściwie nic nowego.
Z mojego własnego doświadczenia mogę powiedzieć tylko tyle, że każdy, jeżeli naprawdę czegoś chce, to jest w stanie znaleźć w sobie odpowiednią ilość determinacji by to osiągnąć. To również dotyczy tematu pozbywania się nieśmiałości. Najlepszym dowodem na to są pytania od osób nieśmiałych, czy jestem w stanie im pomóc w poradzeniu sobie z tym problemem.
Zapewniam, że tacy mężczyźni są, a co ważniejsze chcą też coś z tym zrobić. Jak dla mnie żadnego kryzysu nie widać. Natomiast wiara w to, że on istnieje ma dwie następujące konsekwencje. Dla mężczyzn - wciskanie w jeszcze większe poczucie braku pewności siebie w relacji z kobietami. Dla kobiet - utwierdzanie w przekonaniu, że brak partnera, pomimo że bardzo tego chcę, nie jest moim problemem, tylko problemem mężczyzn. Konsekwencją takiego myślenia jest bierność, pozostawanie zależnym od czynników zewnętrznych i brak poczucia sprawczości.

To jaki z tego morał?

Czasy się zmieniają, możliwości mamy więcej, ale tak długo, jak szukamy problemu po drugiej stronie płotu, tak długo będziemy żyć w niemocy i przekonaniu, że rozwiązanie naszego problemu nie zależy od nas. Zależy, i to właściwie tylko od nas. Zawsze zależał i zawsze będzie zależał, bez względu na zasobność naszego portfela i nasz status społeczny.